Błędy w tłumaczeniach filmów, czyli skąd się biorą śmieszne tytuły kinowych i telewizyjnych produkcji (w Polsce)

Błędy w tłumaczeniach filmów, czyli skąd się biorą śmieszne tytuły kinowych i telewizyjnych produkcji (w Polsce)

Błędy w tłumaczeniach bolą. Czasami śmieszą. Zazwyczaj po prostu mniej lub bardziej irytują. Bez względu na to, czy chodzi o błąd na stronie internetowej, czy koślawe tłumaczenie w książce, błędy zawsze zaburzają odbiór treści i wpływają negatywnie na doświadczenie konsumenta, użytkownika oraz czytelnika. A także widza, bo błędy w tłumaczeniach filmów to oddzielna kategoria – trafimy tu na przypadki źle dobranych słów, utraconych sensów, a także na okryte niesławą tytuły.

Dlaczego poprawne tłumaczenie filmu jest tak ważne?

Współczesny film to nie tylko fabuła, frenetyczne „dzianie się” i obrazy. To także słowa: czasami dialogi bohaterów, czasami opowieść narratora, a bardzo często także napisy widoczne w przestrzeni świata przedstawionego, tego po drugiej stronie ekranu.

I mimo że film to sztuka wizualna, która hołduje zasadzie „Zamiast mówić, pokaż”, to wypowiedzi płynące do nas z ekranu są kluczową częścią opowiadanej przez film historii i ważnym środkiem artystycznej ekspresji, a dla niektórych twórców nawet znakiem rozpoznawczym.

U Quentina Tarantino równie ważne co hiperboliczna przemoc i kryminalne intrygi są barwne dyskusje – toczone często przy kawie, w przydrożnym barze – o zasadności napiwków, o pielgrzymowaniu (lub byciu menelem), o płytach gramofonowych, o życiu.

Słowa budują styl – filmu i postaci – stając się kolejnym elementem struktury dzieła osadzającym je w określonym kontekście kulturowym, czasowym i gatunkowym. Innym językiem przemówi do nas cyniczny detektyw grany przez Humphreya Bogarta w amerykańskim filmie noir pt. Sokół maltański (1941), a inaczej Cygan-pięściarz w brytyjskiej komedii kryminalnej pt. Przekręt (2000).

W tym drugim przypadku mamy do czynienia z popisową rolą Brada Pitta, który wcielił się w członka nomadycznej irlandzkiej grupy etnicznej, tzw. Irish Travellers. Jego postać mówi z akcentem mało zrozumiałym nie tylko dla polskiego widza, ale także dla rodowitych Londyńczyków, którzy próbują ubić z Cyganem interes.

Tylko na 100%

Nie ulega wątpliwości, że pełne zatopienie się w klimacie danego filmu i wyłapanie wszystkich językowych smaczków wymaga bardzo dobrej znajomości danego języka. Tłumaczenie ma zaś na celu jak najlepiej przybliżyć widza do rzeczywistości budowanej przez słowo w obrazie. Wady przekładu mogą z kolei nawet całkowicie zepsuć przyjemność z oglądania. Na forum Filmwebu można znaleźć taki komentarz o tłumaczeniu filmu Przekręt:

Ostrzegam wszystkich przed oglądaniem filmu w telewizji […]. Ostatnio leciało i wytrwałem może z 15 minut. […] Generalnie całe tłumaczenie jest po prostu tragiczne i psuje cały efekt genialnego filmu. TRAGEDIA! Od razu człowiek przestaje się dziwić, że niektórzy uważają ten film za średni. No jeżeli oglądali z takim tłumaczeniem, to jestem w stanie uwierzyć, że film traci z 90% swojej zajefajności [interpunkcja i tekst zmodyfikowane – przyp. P.K.].

Aby przetłumaczony film pozostał równie znakomity jak w oryginalnej wersji, koniecznie jest w stu procentach dobre tłumaczenie.

Humor

Humor może stanowić jeden z najtrudniejszych elementów procesu lokalizacji, szczególnie jeśli jego podstawą są gry językowe. Weźmy na przykład serial Muppety. W różnych odcinkach cyklicznie powraca skecz z doktorem Bobem – parodia amerykańskich seriali obyczajowych rozgrywających się w szpitalach.

Pielęgniarki (w tym Panna Piggy) powtarzają w różnych wariantach frazę: dr Bob is losing his patients. Angielskie słowo patients wymawia się tak samo jak patience, więc doktor traci pacjentów, ale zarzeka się (waląc pięścią), że wcale nie traci… cierpliwości.

O ile tłumacz zawsze balansuje między wiernością wobec oryginału a językowymi walorami tłumaczenia, w przypadku humoru dochodzi jeszcze jedno pytanie: czy żart jest na tyle uniwersalny, że rozbawi odbiorców ze strefy kulturowej, do której kierujemy tłumaczenie?

Jedną ze strategii radzenia sobie z tym problemem jest wykorzystanie rodzimych kontekstów, których w źródle nie ma.

W polskiej dubbingowanej wersji filmu animowanego Shrek wzbijający się w powietrze Osioł śpiewa: „Latać każdy może, trochę lepiej, czasem trochę gorzej”. Jest to bezpośrednie nawiązanie do utworu Śpiewać każdy może (słowa: Jonasz Kofta, muzyka: Stanisław Syrewicz) i charakterystycznego wykonania Jerzego Stuhra na XV Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1977 roku. W Shreku Stuhr podkłada głos właśnie pod postać Osła. W takich wypadkach wersja zlokalizowana staje się de facto nową wersją filmu.

Skąd biorą się błędy w tłumaczeniach filmów?

Niska jakość lokalizacji i błędy w tłumaczeniach filmów wynikają przede wszystkim z niezrozumienia materiału źródłowego. Może tu chodzić o niewystarczające kompetencje językowe, szczególnie jeśli chodzi o wyrażenia idiomatyczne, czyli takie, które nie dają się przetłumaczyć dosłownie na inny język, gdyż sensu idiomu nie da się wyprowadzić z jego poszczególnych składowych.

Jeśli policjant mówi o bandycie: He took out a priest, a dostaniemy tłumaczenie „Wyjął księdza”, to nie zrozumiemy, o co chodzi (i tłumacz też nie zrozumiał). Oczywiście bandzior zamordował nieszczęsnego duchownego.

Pan oficer i pan policjant

Czasami tłumacz bezpośrednio przeszczepia dane słowo do zupełnie innych realiów kulturowych, do których ono nie przystaje.

W Stanach Zjednoczonych nawet do szeregowych policjantów inni policjanci lub cywile zwracają się per officer, natomiast w języku polskim terminu oficer używamy tylko do osób ze stopniem od podporucznika wzwyż, zarówno w wojsku, jak i w innych organizacjach o strukturze wojskowej.

Cywil nigdy nie zwróci się do policjanta „panie oficerze”, co najwyżej „panie władzo”. Z kolei captain na amerykańskim posterunku policji to jednak nie kapitan, jak to niektórzy tłumaczą, lecz nadkomisarz. Dobra znajomość tematu, wynikająca z doświadczenia i nierzadko pogłębionego researchu, to podstawa dobrego tłumaczenia.

„The what-man?”

Czasami niezrozumienie, a w konsekwencji przekłamanie tłumaczenia może wynikać z dosłownego niezrozumienia (niedosłyszenia) danego słowa. W jednej ze scen kultowego filmu Święci z Bostonu (1999) policjanci oglądają miejsce zbrodni.

W oględzinach uczestniczy agent FBI Paul Smecker, grany przez Willema Dafoe. W jednej wersji tłumaczenia, którą można było napotkać, śledczy tłumaczył agentowi, że mordercy przyszli po „grubasa”. Agent kazał policjantowi powtórzyć, a on wypowiadał drugi raz to samo słowo, na co Paul odpowiadał, że „Fred miał rację”.

Jaki znowu Fred? W oryginale chodziło o przejęzyczenie policjanta, który najpierw mówi o ofierze fagman (obraźliwe określenie homoseksualisty), a potem – kiedy agent FBI każe mu powtórzyć– poprawia się na fatman. Paul konstatuje, że Freud miał rację (freudowskie przejęzyczenie).

Agent Paul sam jest bowiem homoseksualistą, o czym zapewne wiedzą funkcjonariusze uczestniczący w oględzinach (co widać po ich skonfundowanych komentarzem minach), i – na tym etapie filmu – widzowie również.

Technologia i organizacja pracy

Współcześnie tłumacze mają o wiele więcej możliwości niż kiedyś. Wyspecjalizowane oprogramowanie lub autorskie platformy online przygotowane przez deweloperów pozwalają na szczegółowe zapoznanie się z materiałem źródłowym. Obraz i dźwięk zostają uzupełnione przez transkrypcję oryginalnych dialogów, co w dużym stopniu ułatwia pracę i pozwala skupić się na jej kreatywnym aspekcie.

Wcześniej tłumacze mieli do dyspozycji jedynie ścieżkę dźwiękową w formie nagrania, wspomaganą przez wydrukowaną listę dialogową w pierwotnej wersji językowej. Tak opisywał swój proces wybitny polski tłumacz i znawca produkcji grupy Monty Python – Tomasz Beksiński:

Tutaj przy tym biurku powstają słynne listy dialogowe. Na tej maszynie […]. Wysługuję się również starym, ale wciąż skutecznym sprzętem, ponieważ [oryginalne] listy dialogowe zawierają sporo błędów. Ścieżka dźwiękowa do filmu jest nagrana tutaj. Słucham kawałka, sprawdzam, czy się zgadza [z transkrypcją], następnie piszę.

Błędy w tłumaczeniach mogą też wynikać z krótkich terminów i presji czasowej. Tłumaczenie wymaga namysłu, tym większego, im bardziej kreatywne lub skomplikowane są treści wymagające lokalizacji.

Tłumaczenie bajki dla małych dzieci to zupełnie inne wyzwanie niż film dokumentalny o podboju kosmosu, najeżony specjalistyczną terminologią.

Czasami dochodzą do tego kwestie finansowe. Proces tłumaczenia powinien bowiem bezwzględnie obejmować kontrolę jakości – redakcję i korektę. Im bardziej wydawca poskąpi na tłumaczeniu, tym większe może być rozczarowanie widzów.

Śmieszne tłumaczenia tytułów filmów – skąd się biorą?

Problemy ze zrozumieniem treści bądź nieznajomością kontekstu/fabuły skutkują w zasadzie podobnymi błędami w tłumaczeniach jak w przypadku dialogów. Film The Order (2001) z Jeanem-Claudem Van Damme’em, o walce głównego bohatera z odłamem tytułowego zakonu Armia Boga, pierwotnie otrzymał tytuł Rozkaz.

Z kolei produkcję The Last Action Hero (1993) opatrzono w Polsce tytułem Bohater ostatniej akcji, całkowicie gubiąc sedno filmowej satyry naigrywającej się z konwencji gatunkowych filmów sensacyjnych. Arnold Schwarzenegger to tutaj Ostatni bohater kina akcji, ale i w tym przypadku kontekst to podstawa.

Tutaj pojawia się jeszcze inna ważna kwestia – tytuł ma przyciągać uwagę, nawet za cenę niezgodności ze źródłem.

Zanim rzucisz kamieniem w tłumacza

Film to nie tylko dzieło o bardziej lub mniej artystycznych ambicjach, to także – biorąc pod uwagę stronę komercyjną – bardzo kosztowne przedsięwzięcie i aby się zwróciło, niezbędna jest odpowiednio wysoka oglądalność.

Czynnik marketingowy ma w tym wypadku niejednokrotnie znaczenie decydujące. Może dojść do sytuacji, w której tytuł jest narzucony tłumaczowi i nie ma on żadnego pola do manewru – decyzję podejmuje dystrybutor, a czasami nawet producent.

Bywa i tak, że sprawa tytułu dochodzi aż do samego twórcy. Stevenowi Spielbergowi nie podobał się tytuł Raport mniejszości, zaproponowany przez polskiego dystrybutora dla filmu Minority Report (2002) na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka. Spielberg upierał się, że powinien on brzmieć Raport specjalny. „Słowo «mniejszość» kojarzyło mu się z mniejszościami etnicznymi i seksualnymi. Potrzeba było dziesiątek e-maili, żeby przekonać twórcę Szczęk do dosłownego tłumaczenia” (Muszyński 2008).

Listonosz i morderca

Czy Listonosz byłby lepszym tytułem dla filmu The Postman (1997) niż Wysłannik przyszłości? Na pewno wierniejszym, chodź nie domyślalibyśmy się, że to film science fiction o postapokaliptycznej Ameryce, w której próbuje przetrwać Kevin Costner, fałszywie podając się za pracownika nieistniejącej już instytucji.

Z drugiej strony fraza Wysłannik przyszłości brzmi tak, jakby osią fabuły była podróż w czasie, co nijak się ma do faktycznych wydarzeń, jakie możemy oglądać na ekranie. W przypadku Elektronicznego mordercy na tytule zaważyła zaś chęć odejścia tłumacza od słowa terminator, które w latach 80. zapewne o wiele mocniej niż dzisiaj kojarzyło się z „uczniem pobierającym naukę rzemiosła u majstra” (USJP PWN).

Na szczęście z czasem przywrócono oryginalny tytuł i nikt już nie ma wątpliwości, że Terminator (1984) to cyborg grany przez Arnolda Schwarzeneggera.

Pułapka sequeli

Największe trudności pojawiają się w przypadku, gdy tytuł doczeka się kontynuacji.

Die Hard jako Szklana pułapka bardziej nawiązuje do treści fabuły niż odczytania tytułu – faktycznie biurowiec, który przejmują terroryści, staje się taką pułapką dla policjanta twardziela, ale jeszcze większą okazał się sam tytuł w przypadku sequeli (których powstania tłumacz nie mógł przecież przewidzieć):

  • Die Hard 2 – Szklana pułapka 2,
  • Die Hard with a Vengance – Szklana pułapka 3,
  • Live Free or Die Hard – Szklana pułapka 4.0,
  • A Good Day to Die Hard – Szklana pułapka 5.

W przypadku komedii The Hangover zawarcie w polskim tytule miejsca akcji – Kac Vegas – wymusiło kuriozalny tytuł kolejnej części z tego cyklu: Kac Vegas w Bangkoku.

Nawiązania i skojarzenia

Czasami dystrybutorzy świadomie budują w tytule nawiązania do innych produkcji. Niekiedy nawiązania takie są częścią oryginalnego tytułu, w pozostałych przypadkach mają one jedynie budować asocjacje z udaną produkcją, nawet jeśli pomiędzy nią a oferowanym filmem nie ma w istocie żadnych związków.

Komediodramat Arthur Newman, o zawodowym golfiarzu, który finguje swoją śmierć i przybiera nową tożsamość, w Polsce otrzymał tytuł Drugie życie króla (2012). Dystrybutor chciał wykorzystać fakt, że występuje tam Colin Firth, nagrodzony Oscarem za główną rolę w filmie Jak zostać królem (2010), dramacie historycznym o królu Wielkiej Brytanii Jerzym VI.

Z kolei dla komedii Wrongfully Accused (1998) i Spy Hard (1996), będących parodiami filmów sensacyjnych The Fugitive (1993) oraz wspomnianego wcześniej Die Hard, wybrano udane przetworzenia polskich tytułów. Ścigany stał się Ści(ą)ganym, a Szklana pułapka zamieniła się w zapadające w pamięć Szklanką po łapkach.

Strategie tłumaczenia tytułów filmów

Jak podają Surydk i Urban (2016), w zależności od podejścia do tytułu jako problemu językowego i obranej metody rezultatem może być np.:

  • Kopia oryginalnego tytułu – wówczas oryginalny tytuł pozostaje bez zmian (np. Top Gun).

 

  • Dostosowanie graficzne / naturalizacja – oryginalny tytuł pozostaje prawie bez zmian, ulega tylko nieznacznemu dostosowaniu, aby łatwiej było go wymówić lub dany zapis utrwalił się już w kulturze kraju języka docelowego (np. Paryż, Teksas; Pinokio).

 

  • Tłumaczenie dosłowne – tłumaczenie słowo w słowo, bez żadnych zmian (np. Hansel and Gretel: Witch HuntersHansel i Gretel: Łowcy czarownic).

 

  • Ekwiwalent funkcjonalny – gdy słowo dobrze znane w kulturze tekstu źródłowego zostaje zastąpione ekwiwalentem znanym w kulturze kraju, na którego język tytuł jest tłumaczony (np. Another Cinderella StoryKopciuszek: Roztańczona historia).

 

  • Parafraza / Opis / Definicja – w sytuacji gdy oryginalny tytuł mógłby pozostać dla widza niejasny, do tytułu zostaje dodany element opisowy (np. CSI: MiamiCSI: Kryminalne zagadki Miami).

 

  • Rozwinięcie – oryginalny tytuł zostaje rozwinięty, aby w zamyśle dać widzowi lepsze wyobrażenie o produkcji (np. Aliens jako Obcy – decydujące starcie). W tej kategorii łączy się często pierwotny oryginalny tytuł i rozwinięcie w języku tłumaczenia (np. Braveheart jako Braveheart – waleczne serce).

 

  • Redukcja – tytuł zostaje pozbawiony elementów niejasnych, niepasujących stylistycznie do tłumaczenia lub z innych względów uznanych za niepotrzebne (np. The Shepard: Border Parol – Strażnik granicy).

 

  • Wolne (kreatywne) przetworzenie – oryginalny tytuł zostaje zastąpiony całkowicie nową wersją (np. Fight Club – Podziemny krąg). Tutaj tłumacza ogranicza jedynie jego kreatywność i wymogi wydawcy, lecz ryzykuje tym, że widzowie postawią go pod pręgierzem i bezlitośnie wysmagają krytycznymi komentarzami.

Potrzebujesz napisów do swojego filmu – powierz to zadanie specjalistom z LOC AT HEART!

Nie chcesz się narażać na błędy w tłumaczeniach? Tłumaczenia filmów to jeden z filarów działalności agencji LOC AT HEART. Nasi tłumacze i redaktorzy nieodmiennie dbają o wysoką jakość dostarczanych przez nas napisów filmowych, zarówno pod względem poprawności językowej, stylistycznym i merytorycznym.

Efekty tej pracy można zobaczyć m.in. na platformach Netflix czy Disney+. Bez względu na to, czy tworzysz produkcję na miarę Oscara, czy skromny materiał reklamowy bądź szkoleniowy dla swojej firmy, zadbamy o to, aby tłumaczenie stało na jak najwyższym poziomie.

Skontaktuj się z nami jeszcze dzisiaj!

Źródła
Muszyński, Ł. (2008). ARTYKUŁ: Polskie tłumaczenia tytułów filmowych, 27.06, Filmweb. https://www.filmweb.pl/news/ARTYKU%C5%81%3A+Polskie+t%C5%82umaczenia+tytu%C5%82%C3%B3w+filmowych-44124 [dostęp: 20.10.2022]
Surdyk, A., Urban, A. (2016). Mistranslations of film titles: Between fidelity and advertising. „Glottodidactica. An International Journal of Applied Linguistics”, t. 43, nr 1, s. 161–178. https://doi.org/10.14746/gl.2016.43.1.12 [dostęp: 20.10.2022].

Podziel się tym wpisem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *